136 Obserwatorzy
34 Obserwuję
piotrkopka

literatura sautée

Czytam nałogowo literaturę krajową i zagraniczną, najnowszą i ramoty, powieści i poezje. Nie lubię romantyzmu ani krzepienia serc.

www.literaturasautee.pl

O świetnych opowiadaniach, kiczowatych okładkach i dyskontach spożywczych

Przyjaciółka z młodości - Alice Munro, Agnieszka Kuc

Krótkie opowiadania Alice Munro to fenomen nie tylko literackiej natury. Nie odmawiając niczego ani formie, ani treści opowiadanych przez kanadyjską pisarkę opowiadań, warto zwrócić uwagę na ich dość osobliwą popularność wśród polskich czytelników. Długo właściwie zupełnie nieobecna u nas Alice Munro piewszych wydań doczekała się dopiero na kilka lat przed Noblem (świetna Uciekinierka była wydana przez wydawnictwo Dwie Siostry w 2009 roku, podobnie jak Zbyt wiele szczęścia – tom, który ukazał się pod szyldem Wydawnictwa Literackiego – i dopiero wtedy zaczęły ukazywać się kolejne zbiorki opowiadań). To i tak lepiej niż przypadek Mo Yana, ale mówimy przecież o pisarce czytanej od dawna powszechnie na całym świecie, tworzącej po angielsku i nagradzanej co najmniej od dwóch dekad.

 

Zeszłoroczna Nagroda Nobla dokonała cudu – teraz Alice Munro spogląda na swoich czytelników z każdej wystawki, nawet zza szyb komisów z podręcznikami udających małe księgarnie. Na przedrukowywanym WSZĘDZIE zdjęciu uśmiecha się do nas starsza miła pani, którą każdy chciałby uważać za swoją ciocię z Kanady. Ja kupiłem dwie książki Munro w Lidlu – leżały tam obok koszmarnej tandety. Sam Nobel najwyraźniej jeszcze o niczym nie zadecydował, skoro Mo Yana w supermarketach nie było. Może groteskowe historie chińskiego noblisty nie pasowały do linii marketingowej Lidla. Proszę sobie wyobrazić spadek spożycia szynki szwarcwaldzkiej po lekturze Krainy wódki (w której mowa jest np. o zjadaniu mięsa młodych chłopców), a łatwiej będzie przyznać, że książki Munro są dla dyskontów spożywczych znacznie bardziej atrakcyjne.

 

Co gorsza, większość z nich kryje się za koszmarnymi okładkami. O ile książki wydane przez W.A.B. w serii z Don Kichotem i Sancho Pansą są całkiem stylowe, o tyle Wydawnictwo Literackie wypuściło całą serię opowiadań Munro z kiczowatymi okładkami, adresowanymi najwyraźniej do czytelniczek Harlequinów. Na każdej z nich odwrócona tyłem do czytelnika dziewczyna i otwarte okno (żeby było bardziej tajemniczo). Okna jako elementu kompozycyjnego brakuje chyba na dwóch książeczkach z serii, ale za to panie mają czasami zaskakująco wykardowane twarze. Najbrzydsza okładka trafiła się Przyjaciółce z młodości – przedstawionej na obrazku dziewczynie obcięto profil dość niefortunnie – dokładnie na środku policzka.

 

Gdybyśmy pokusili się o spojlerowanie opowiadań Munro (tylko po co?), wyszłyby nam hitorie iście serialowe, pełne miłości, namiętności, zdrad, samotności, heroicznych decyzji. Co bardzo lubią podkreślać recenzenci zmuszeni do pisania o każdym kolejnym, wydanym w Polsce o wiele za późno, tomie opowiadań. Tak bardzo podobnym do poprzednich, pełnym bohaterów o mało zapamiętliwych imionach (Debbie, Flora, Brenda, Ben, Georgia, Bugs i inni). Pewnie to właśnie ośmieliło Wydawnictwo Literackie do wypuszczenia opowiadań Munro w tak kiczowatych okładkach. Zresztą, autorka sama ułatwia wydawcom ten proceder, nadając swoim książkom naprawdę okropne tytuły (Miłość dobrej kobiety, Zbyt wiele szczęścia, Taniec szczęśliwych cieni, Drogie życie – no dajcie spokój).

 

A przecież w środku wydrukowane są naprawdę znakomite teksty! Doskonałe kompozycyjnie, literacko stylowe, choć maksymalnie realistyczne. Myślę, że kluczem do sukcesu Munro jest to, że autorka bardzo dokładnie zarysowuje biografie swoich postaci – tak, jakby były przeznaczone na pełnowymiarowe powieści – a następnie przedstawia ich historie w krótkiej, zwięzłej formie. Nie ma w jej twórczości ani jednej nieprzekonującej postaci. Mało tego, wszyscy bohaterowie (a przede wszystkim: bohaterki) ukazani są przede wszystkim poprzez wiarygodne, choć nie zawsze proste relacje międzyludzkie. Dlatego krótkim formom Munro daleko do tandety romansideł. To literatura najlepszej próby.

 

Choć muszę przyznać, że po przebrnięciu przez kolejny tom opowiadań również mam problem z określeniem, czy był on lepszy, czy też gorszy od poprzednich. Imion bohaterek nie staram się nawet zapamiętywać, a przeczytane historie pewnie szybko ulotnią się z pamięci. Wszystko przez nadmiar Munro w ostatnim czasie. Cóż, teksty powstawały na przestrzeni kilkudziesięciu lat, zatem dawkowane w normalnych porcjach (tomik raz na jakiś czas) z pewnością robią większe wrażenie. Przeczytane w przesadnej ilości zlewają się ze sobą, a pamięci zostają tylko najlepsze (jak Meneseteung z niniejszego tomiku, traktujące o XIX-wiecznej kanadyjskiej poetce, albo genialne opowiadanie tytułowe ze zbioru Miłość dobrej kobiety – wiem, że nabijałem się z tego tytułu, ale tekst jest po prostu genialny).

 

I pewnie dlatego będą cztery gwiazdki zamiast pięciu. Bo za dwa lata nie odróżnię tej książki od innych zbiorków Munro. Choć oczywiście stylu pisarki nie da się pomylić z żadnym innym.

 

 

www.facebook.com/literaturasaute