136 Obserwatorzy
34 Obserwuję
piotrkopka

literatura sautée

Czytam nałogowo literaturę krajową i zagraniczną, najnowszą i ramoty, powieści i poezje. Nie lubię romantyzmu ani krzepienia serc.

www.literaturasautee.pl

Mesjasz, Guliwer i Stara Szafa - „Opowieści z Narni” C. S. Lewisa

Opowieści z Narnii (2 tomy) - C.S. Lewis, Andrzej Polkowski, Pauline Baynes

Siedem części przygód angielskich dzieci w baśniowej krainie Narni to idealny ekstrakt składników tworzących dobrą literaturę dziecięcą. Młodsi czytelnicy znajdą tu czarujące opowieści o mówiących zwierzętach i bohaterskich przygodach, nieco starsi – zalążek fantasy z zawirowaniami czasoprzestrzeni i przejściami między światami. A ich rodzice? Naprawdę nieźle brzmiące echa historii, które znają z innych tekstów. Zazwyczaj z Biblii, ale krzywdzącym uproszczeniem byłoby sądzić, że Narnia to biblia pauperum w bajkowym świecie. Narnia znaczy znacznie więcej.

 

Choć oczywiście opowiedzianych baśniowym językiem historii biblijnych jest tu sporo. Mamy złożonego w ofierze, ale dzięki temu paradoksalnie zwycięskiego Mesjasza-Aslana (Lew, Czrownica i Stara Szafa to historia niemal czysto ewangeliczna, z oczekiwaniem na Mesjasza i Odkupieniem), mamy stworzenie świata z kosmicznej pustki, poprzez boskie tchnienie Aslana (Siostrzeniec Czarodzieja), mamy wreszcie Apokalipsę w Ostatniej bitwie. I nie chodzi tu tylko o konserwatywny (czasami nieznośnie) światopogląd autora i chrześcijańską z ucha koncepcję Boga-Aslana, który jest tu Pierwszym Poruszycielem, panteistycznym duchem natury i Zbawicielem. Diabeł (choć chciałoby się powiedzieć: anioł) tkwi w szczegółach.

 

Przyjrzyjmy się choćby najciekawszej, bo najmocniej opartej na intertekstualnych nawiązaniach części, wieńczącej cały cykl Ostatniej Bitwie. Czysta przyjemność tekstu dla literaturoznawcy, bo są tu użyte chyba wszystkie dostępne Lewisowi intertekstualne tricki. Historia odwołuje się do wszystkich poprzednich części cyklu, zwłaszcza do opowieści o powstaniu świata w Siostrzeńcu Czarodzieja i do eschatologiczno-ewangelicznego Lwa, Czarownicy i Starej Szafy. Wracają bohaterowie Srebrnego Krzesła, a pod koniec pojawiają się wszystkie dzieci, które kiedykolwiek nawiedziły krainę Aslana (poza Zuzanną, która dorosła, zatem woli się stroić, pończochy zakładać i usta malować). A w dodatku jest to historia z kluczem. I to skomplikowanym – Apokalipsą św. Jana.

 

Bo w Ostatniej Bitwie pojawia się zarówno Antychryst, jak i obraz Sądu Ostatecznego. Na początku historii fałszywy prorok (małpa w koronie, jak w katastroficznym Balu w Operze Tuwima) głosi rychły powrót Aslana, którym jednak okazuje się Antychryst – osioł przebrany w skórę Lwa, zapowiadający nadejście przerażającego bóstwa, Tasza (nazywanego tu Taszlanem). Łatwo zauważyć skłonność Lewisa do stosowania karykatur. I nic w tym dziwnego, w końcu w Apokalipsie św. Jana Antychryst jest karykaturą Chrystusa – tak samo osioł w skórze Lwa jest karykaturą samego Lwa, a Taszlan jest karykaturą Aslana.

 

Fałszywy Bóg wprowadza żyjące w Narnię zwierzęta w stan chaosu. Nie wiadomo już, co jest dobre, a co złe, następuje wymieszanie pojęć, a słowo tak może oznaczać nie (Wasza mowa niech będzie: "Tak - tak, nie - nie". A co nadto, z zepsucia jest - Mt 5,37). Ostatecznie jednak Aslan zwycięża Taszlana, ale do pierwotnego ładu nie da się już powrócić, dlatego następuje Sąd. Mówiące zwierzęta patrzą w oczy Aslanowi, a następnie te, które były bez trwogi, odchodzą do lepszego świata, a te, które zawiniły – stają się zwykłymi, pozbawionymi daru mowy zwierzętami z ludzkiego świata.

 

Biblijne symbole i odwołania do staro- oraz nowotestamentowych narracji nie wyczerpują jednak bogactwa literackich odniesień licznie zapełniających karty Opowieści z Narni. Mamy tu zabawę gatunkami (opowieść inicjacyjna, powieść drogi, powieść łotrzykowska, parabola) i motywami literackimi. W Księciu Kaspianie prawowity następca tronu Narni musi odzyskać władzę zagrabioną podstępem przez wuja, który zresztą wysyła Kaspiana na pewną śmierć – identycznie jak w Hamlecie Szekspira. Zwiedzane przez bohaterów wyspy w Podróży „Wędrowca do Świtu” niejednokrotnie są pretekstem do ukazywania utopijnych światów, poprzez które krytykowany jest świat rzeczywisty, a zwłaszcza nieudolne rządy i upadek obyczajów w Anglii (co znów mocno przypomina Podróże Guliwera). W Srebrnym Krześle mamy mocno wyeksponowany nastrój grozy i liczne odwołania do motywów zgoła romantycznych (np. czarodziejka z jeziora, która okazuje się wiedźmą). Natomiast Koń i jego chłopiec odwołuje się do historii z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy oraz kultury arabskiej.

 

Zresztą, nietrudno dostrzec tu charakterystyczną konstrukcję świata: Narnia to chrześcijańska Europa, natomiast za graniczącą z nią górzystą Archenlandią znajduje się Kalormen, konkurujący z wyznawcami Aslana świat ucharakteryzowany na Bliski Wschód. Aslan to bóg prawdziwy, wybaczający i poświęcający się za swoich wyznawców, a bóg Kalormeńczyków to straszny i mściwy Tasz, który co jakiś czas próbuje podporządkować sobie Narnię. Od czasu do czasu wybucha jakaś Święta Wojna.

 

Opowieści z Narni czyta się z ogromną przyjemnością – bo trudno o bardziej elokwentnego i lepiej przygotowanego pisarza (C. S. Lewis był literaturoznawcą i mediewistą) do tkania tak misternej konstrukcji z plątaniny mitów, wątków literackich i elementów co najmniej dwóch wielkich religii monoteistycznych niż autor Księcia Kaspiana. Nawet, jeżeli jego utyskiwania na skarlenie w czasach powojennych porządnej (jego zdaniem), ultrakonserwatywnej edukacji angielskiej dziś na poły śmieszą, na poły oburzają. A jego natrętny moralizm jest trudny do zniesienia. I mimo tych wszystkich uproszczeń w konstrukcji świata, nierzadko mocno krzywdzących, a zawsze wynikających z przekonania, że chrześcijanin-Europejczyk jest lepszy od reszty świata.

 

Trudno. I tak oryginalne historie z Narni zdecydowanie przewyższają ich rozbuchane, przystosowane do gustów miłośników Petera Jacksona, hollywoodzkie ekranizacje. Bo są wdzięczniejsze i napisane z założeniem, że czytelnik doskonale sam sobie poradzi z odczytaniem opowiadanych historii. Nawet bardzo młody czytelnik.

 

PS. Opowieści z Narni dostałem od ojca, jak miałem jakieś 8 czy 9 lat. Musiałem wyleczyć wszystkie zęby i pozwolić sobie założyć aparat ortodontyczny, żeby je wyżebrać. Szczerze nienawidziłem dentysty i równie szczerze ufałem Aslanowi. Dziś już mu nie ufam, mam wrażenie, że trochę wyprowadził mnie w pole z tym swoim kategorycznym przymusem wiary w spełnienie jego obietnic, ale mimo wszystko historie z Narni przeczytałem synowi na dobranoc. Zajęło nam to dwa lata. W pierwowzór Aslana nie wierzę, ale wierzę w to, że warto opowiadać sobie dobre historie. Nawet, jeżeli niektóre ich fragmenty już mi się nie podobają i wymagają komentarza.

 

 

www.facebook.com/literaturasaute