136 Obserwatorzy
34 Obserwuję
piotrkopka

literatura sautée

Czytam nałogowo literaturę krajową i zagraniczną, najnowszą i ramoty, powieści i poezje. Nie lubię romantyzmu ani krzepienia serc.

www.literaturasautee.pl

Kraków, jakiego nie znacie – Gaja Grzegorzewska, „Betonowy pałac”

Betonowy pałac - Gaja Grzegorzewska

 

Uwielbiacie Kraków za jego czar i powab, za młodopolską cyganerię i „Piwnicę Pod Baranami”? Lubicie kawę za 14 zł w secesyjnych knajpkach albo przy Starym Rynku? A może bierzecie ze sobą okruszki, żeby pokarmić po drodze gołębie? I powtarzacie sobie pod nosem Szewska Rynek Planty, bo poezja Młodej Polski jest ekstra, ale jeszcze lepszy Świetlicki? Do Psa, do Dymu Was niesie? Jeśli tak, to Betonowy pałac Wam te sentymentalne pielgrzymki popsuje.

 

Co prawda Grzegorzewska trzyma ze Świetlickim sztamę, a nawet razem kryminał napisali (i jeszcze z Irkiem Grinem, jeżeli mamy być precyzyjni), ale przyznać trzeba, że tak odstręczającego obrazu Krakowa dotąd nie uświadczyliśmy, nawet w kultowej kryminalnej serii autora Nieprzysiadalności. Kraków w Betonowym pałacu to miasto-potwór, pełne patologicznych gwałcicieli, sadystycznych morderców i dresiarzy pracujących jako żołnierze psychopatycznych, samozwańczych królów przestępczego półświatka. Nawet głównego bohatera łączy z Julią Dobrowolską więź (fuj!) kazirodcza. I mam głęboką nadzieję, że to wszystko jest hiperbolą. Że Osiedle z powieści Grzegorzewskiej nie istnieje. A jeżeli istnieje, lepiej mi o tym nie mówicie, wolę sądzić, że autorka je wymyśliła.

 

A do tego wcale nie trzeba mieszkać w Krakowie, by odczuć grozę zawartą w powieści. Bo przecież brzydkie, szare, piętnastopiętrowe wieżowce reprezentujące tzw. styl późnego Gierka stoją w każdym większym polskim mieście. Wyobraźmy sobie, że jakiś autorytatywny władca lokalnych przestępców zamienia takie lokum w twierdzę. Że przed wejściem na klatkę stoi dwóch osiłków w charakterze obstawy. Że całe piętro budynku zajmuje admin osiedla, czyli lokalny ojciec chrzestny, ale – w przeciwieństwie do Vita Corleone - wyzuty ze wszelkich zasad. Czy to takie trudne do wyobrażenia na os. Lecha w Poznaniu, na gdańskiej Żabiance albo na Czerniakowie? I właśnie za blok-symbol, ekstrakt całego smutku polskich wielkich osiedli, wymiksowany z najlepszymi wzorcami wprost z kina gangsterskiego, Grzegorzewskiej należy się jakaś nagroda za genialny kryminał.

 

Dodajmy do tego wyśmienity język – bardzo wulgarny, ale dzięki temu wiarygodny – i już mamy pewność, że zabawa będzie wyśmienita. Przy Betonowym pałacu można się naprawdę wybornie uśmiać. A najlepsze jest to, że Grzegorzewskiej zazwyczaj bardzo daleko do jakichkolwiek granic przyzwoitości. Jej bohaterowie klną najgorzej jak się da, a seksistowskie żarty są wybaczalne prawdopodobnie tylko dlatego, że cała książka jest mocno pastiszowa. Zresztą, autorka sama przyznawała, że żadnemu pisarzowi-mężczyźnie takie dowcipy w książce nie uszłyby na sucho. U Grzegorzewskiej przestępca z Osiedla tłumaczy koleżankom, że nie chce, aby obok niego na ławeczce usiadły, słowami gdzie z tą dupą? - a czytelnik zamiast się oburzać, umiera ze śmiechu.

 

Jeżeli natomiast ktoś wymaga od kryminałów socjologicznych obserwacji i społecznych diagnoz, to również nie będzie zawiedziony. Grzegorzewska ma na temat mieszkańców dużych miast więcej do powiedzenia, niż niejeden autor powieści obyczajowych. A przy Julii Dobrowolskiej i Profesorze, głównych bohaterach Betonowego Pałacu, obserwacje społeczne komisarza Wallandera i Harrego Hole wydają się całkowicie papierowe. Czasami Grzegorzewskiej wystarczy pół przewrotnego zdania na wyrażenie tego, co Mankellowi zabierało pięć akapitów. Przeniosłem się do części pedofilskiej i usiadłem na ławeczce – i tyle narracji o Plantach. Wyobrażacie sobie, ile na temat skundlenia ludzkiej natury nawygadywał przy tej okazji Wallander?

 

Na szczęście Betonowy pałac to zupełnie inna szkoła kryminału. Któremu czasami bliżej jest do filmów Rodrigueza niż do skandynawskich tasiemców. I jest Edziu – gejowski poeta i reżyser teatralny, wystawiający m.in. Trzech nagich panów w łódce. Nie można było wykorzystać pierwowzoru tej postaci (sami sobie zgadnijcie, kto zacz) w zabawniejszy sposób. Zdrówko, Edward!

 

 

www.facebook.com/literaturasaute