136 Obserwatorzy
34 Obserwuję
piotrkopka

literatura sautée

Czytam nałogowo literaturę krajową i zagraniczną, najnowszą i ramoty, powieści i poezje. Nie lubię romantyzmu ani krzepienia serc.

www.literaturasautee.pl

Anarchy In The FR, czyli „Vernon Subutex, t. 1” V. Despentes

Vernon Subutex, 1: roman (Littérature Française) (French Edition) - Virginie Despentes

Vernon Subutex został pokonany przez Napstera i jego następców – Kaazę, eMule, torrenty, pliki na RapidShare. Ale zamiast pójść do urzędu pracy po zasiłek, Vernon postanawia zrobić to, czego nauczyły go rockowe piosenki – odpalić szluga, otworzyć pierwszą lepszą butelkę i odwiedzić starych znajomych. Albo jeszcze lepiej, powaletować trochę u koleżanek, byłych kochanek oraz przygodnie spotkanych kobiet. Tak zaczyna się pierwszy tom trylogii Vernon Subutex Virginie Despentes, który szybko stał się głośnym wydarzeniem we Francji i niedawno trafił do Polski.

 

Vernon Subutex przez całe życie robił to, co kochał – grał w kapeli punkrockowej i sprzedawał płyty. Ale splajtował, jak żebrząca na ulicy laborantka wywołująca niegdyś papierowe zdjęcia i wszyscy przedstawiciele wymierających zawodów opartych na przestarzałych technologiach. Płyty CD miały być wieczne, a nie przetrwały nawet trzydziestu lat. Ideały pokolenia ’68 i punkrocka ’77 też trafiają na śmietnik, razem z niepotrzebnym nikomu sprzedawcą płyt. You can’t always get what you want.

 

Lost In The Supermarket

 

Dla Virginie Despentes śmierć punkrocka (bo ile można udawać, że Punk’s Not Dead) stała się punktem wyjścia do bezkompromisowej i wyjątkowo zjadliwej krytyki współczesnego społeczeństwa francuskiego, popkultury, populistycznych idei politycznych, internetowego bełkotu (szczególnie Twittera) oraz wszechobecnego konsumpcjonizmu. Satyra Despentes jest szczera, wulgarna i brutalna, jak najlepsze płyty Dead Kennedys i Killing Joke. I dlatego jej głos przebija się wyraźnie pośród ton współczesnej literackiej papki – tak samo, jak wymieniane w powieści kapele grające ostrą muzykę.

 

Powieść Despentes bardzo wiele łączy z książkami Jakuba Żulczyka i Krzysztofa Vargi. We wszystkich jest dużo popkultury, punkrocka, języka internetu i satyry na ponowoczesność. Odnoszę jednak wrażenie, że paryska pisarka idzie znacznie dalej – jej całkowity brak poprawności politycznej i programowa bezczelność sprawia, że Vernon Subutex przesuwa granice literatury trash w rejony wciąż niedostępne polskim pisarzom, a przy okazji trafia do mainstreamu. Udało jej się to samo, co Sex Pistols, The Clash czy Kennedysom.

 

Too Drunk To Fuck

 

Bardzo ważne jest też, że Despentes daje się wypowiadać bohaterom o najprzeróżniejszych, choć zwykle radykalnych poglądach politycznych. I dlatego dostaje się wszystkim, od lewej do prawej – lewakom, liberałom, ekologom, prawicowym populistom, neonazistom, a przy okazji muzułmanom, chrześcijanom, Żydom i ateistom. Mała próbka stylu: Putin jest sexy. Putin jest tym bardziej sexy, że to kawał skurwiela, który ma wielką władzę, ale nawet bez tego byłby jednak sexy. Półnagi na koniu, naprawdę daje czadu. Uda ściskające wierzchowca. To przywodzi na myśl całą masę rzeczy. Lydia, jak wszystkie samice, jest wrażliwa na bezwstydne argumenty. Nigdy nie przespała się z Rosjaninem. Ma jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. (s. 155)

 

Vernon Subutex przypomina trochę Masakrę Vargi, jednak ta jest dość wyraźną satyrą na Polskę prawicową i smoleńską. Paryska pisarka uwielbia wyzłośliwiać się na francuski Front Narodowy, ale lewicy również nie żałuje ostrej krytyki. Fala pomyj leje się wartkim strumieniem. W końcu, jak stwierdza jeden z bohaterów książki, od kiedy w Europie znów wygrywa prawica, można mówić głośno wszystko, nawet jeżeli będzie to seksistowskie i rasistowskie. Nie przypadkiem monologi bohaterów tak często przypominają pijacki bełkot.

 

Despentes nie brakuje ani odwagi, ani dowcipu. A jednak Vernon Subutex gdzieś w środku trochę zaczyna nużyć, jak przydługie płyty, których nie da się odsłuchać za jednym razem, choć zawierają świetne piosenki (Sandinista!). Pewnie winien jest brak wciągającej historii. Niby jest tam jakaś intryga, jakiś wątek sensacyjno-polityczny związany z taśmami zawierającymi wywiad z przedwcześnie zmarłym muzykiem rockowym (trochę przypominającym Kurta Cobaina), ale powiedzmy sobie szczerze, że wszyscy – autorka, bohaterowie i czytelnik – mają go gdzieś. W tej książce żywiołem są obserwacje socjologiczno-kulturowe, podobnie zresztą, jak u Żulczyka i Vargi. Może dlatego czytanie Vernona Subutexa idzie momentami opornie, jak słuchanie Clashów na trzeźwo?

Ale to przecież dopiero pierwszy tom trylogii. Może się jeszcze rozkręci. Ja na pewno biorę kolejne dwa w ciemno.

 

Tekst ukazał się pierwotnie na blogu pod adresem http://www.literaturasautee.pl/vernon-subutex-despentes/

 

www.facebook.com/literaturasaute

Źródło materiału: http://www.literaturasautee.pl/vernon-subutex-despentes
Amerykańska sielanka - Philip Roth

Powieść Philipa Rotha z 1997 roku to jedna z najważniejszych pozycji w jego obszernej bibliografii.Amerykańska sielanka stanowi pierwszą (i najlepszą) część cyklu powieści o najnowszej historii Stanów Zjednoczonych – pozostałe to Wyszłam za komunistę Ludzka skaza. Powieść jest też jedną z najbardziej udanych powieści, w których narratorem jest Natan Zuckerman – uważany za alter ego autora. I to właśnie zaAmerykańską sielankę Roth otrzymał Pulitzera. Nic dziwnego, gdyż powieść niepokoi i drażni sumienia Amerykanów w wyjątkowo celny sposób.

 

Nie dość, że Roth obwinia „porządnych Amerykanów” o ciche przyzwolenie dla absurdalnej wojny, to jeszcze uświadamia, że akty terrorystyczne nie są niczym nowym. Że mają miejsce od dawna – bomby wybuchały w latach 70., ale wybuchały też i wcześniej. A rasizm i fanatyzm religijny są wpisane w historię Ameryki równie mocno jak baseball i indyk na Święto Dziękczynienia.

 

To nie jest kojąca lektura. Roth z reguły częściej wkłada kij w mrowisko niż pomaga spokojnie zasnąć. Dlatego też Amerykańska sielanka może być gorzką pigułką również dla europejskiego czytelnika. Bo nasze sny o lepszym świecie również okazują się coraz bardziej płoche.

 

Źródło: Jak pryska american dream, czyli "Amerykańska sielanka" Philipa Rotha

 

Źródło materiału: http://www.literaturasautee.pl/amerykanska-sielanka-philip-roth

Obudź w sobie wewnętrzne dziecko. Dziś Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci 

 

http://www.literaturasautee.pl/literatura-dla-dzieci/

Ja to ktoś inny
Ja to ktoś inny

Reklama księgarni na Litwie.

 

Żródło: Brilliant Ads

Moja tablica z książkami: Pinterest/piotrkopka/książki

Przy okazji nowej recenzji "Pieśni Salomonowej" przypominam tekst o debiucie Toni Morrison. Nie przegapcie "Najbardziej niebieskiego oka"!

Wściekłość i wrzask według Toni Morrison - „Najbardziej niebieskie oko”

Reblogowane od literatura sautée:
Najbardziej niebieskie oko - Toni Morrison

 

Największe traumy wiążą się z tym, o czym się nie mówi głośno. Para przyłapana na gorącym uczynku w krzakach i wydrwiona przez pijaczków w Pierwszym kroku w chmurach – pamiętacie smutek po przeczytaniu tego opowiadania Hłaski? Podobny poziom natężenia emocji znajdziecie w każdym z kilku rozdziałów Najbardziej niebieskiego oka Toni Morrison (o innych książkach czarnoskórej Noblistki piszę m.in. tutaj). Jest też podobna scena, ale znacznie bardziej drastyczna – podglądacze są biali, a para czarna, podglądacze mają ze sobą broń, a para musi dokończyć, co zaczęła, wśród drwin i wyzwisk. Ale później trzeba to wyprzeć, bo są rzeczy, o których się po prostu głośno nie mówi.

 

Tak samo, jak nie mówi się o nieustających aktach przemocy domowej, pedofilskich skłonnościach czy biciu dzieci z byle powodu. Toni Morrison opowiada o tych traumach jako o przyczynie nieszczęść swoich bohaterów, wywodzących się z czarnoskórej amerykańskiej biedoty zamieszkującej prowincjonalne miasteczka. Ale jest daleka od moralizowania i wytaczania oskarżeń – raczej pochyla się nad nieszczęściem i szuka jego źródeł.

 

Poruszająca jest symbolika dziecięcego marzenia, które zasygnalizowane zostało w tytule książki. Skrzywdzona przez ojca (zgwałcona) i prześladowana przez otoczenie (dorosłych i koleżanki ze szkoły) Pecola marzy o tym, by mieć niebieskie oczy. Marzenie jest absurdalne, bo jest czarnoskórą dziewczynką. Niebieskie oczy są dla niej ucieleśnieniem piękna, symbolicznie ukazanego poprzez kubeczek z Shirley Temple, z którego Pecola pije mleko. I to absurdalne marzenie, w połączeniu ze spotykającymi ją nieszczęściami, doprowadza Pecolę do szaleństwa.

 

W jakiś sposób przypomina to scenę z Białych zębów Zadie Smith, w której bohaterka prostuje sobie kręcone włosy. Rówieśniczki Toni Morrison w czasach, w których autorka debiutowała, określały swoją tożsamość poprzez wchodzące dopiero do mody afro. I był to bunt pokoleniowy. Bohaterki Zadie Smith – mieszkające zresztą zazwyczaj w kosmopolitycznym Londynie, a nie w zabitych dechami dziurach na amerykańskiej prowincji – już mogły wybierać, natomiast postaci Toni Morrison, żyjące na prowincji na całe dziesiątki lat przed Martinem Lutherem Kingiem i płytami Milesa Davisa, skazane są wyłącznie na bolesne marzenia.

 

Toni Morrison opowiada o tym w sposób wyjątkowo poruszający. Jest w jej pisarstwie coś z surowości Faulknera, ale jest też niespotykana zazwyczaj w literaturze amerykańskiej wrażliwość, która nie pozwala jednoznacznie potępiać nawet najbardziej podłych spośród bohaterów. W szaleńczym liście zaadresowanym do Boga, a pisanym przez oszusta i pedofila, autentyczny bunt i bezsilność, którą wyraził Mickiewicz w Wielkiej Improwizacji mieszają się z obrzydliwym samousprawiedliwieniem patologicznego zboczeńca. Toni Morrison ukazuje ohydę jego postępowania, ale dostrzega też tkwiące w nim cierpienie.

 

Uderzający jest też obraz duchowości bohaterów Morrison. Mieszają się w nim różne pierwiastki – amerykański purytanizm, chrześcijańskie miłosierdzie (najczęściej opacznie rozumiane) i pociąg do magicznych rytuałów. Dziewczynki chcą, żeby dziecko Pecoli przeżyło, więc w tej intencji wysiewają ziarna, które miały sprzedać, by zarobić na rower. Nagietki nie wschodzą. Cudotwórca-szarlatan współczuje Pecoli, więc powstrzymuje się od dotykania dziewczynki i pisze list do Boga, w którym żąda dla niej niebieskich oczu, ale w ofierze składa psa, którego każe Pecoli własnoręcznie otruć. I tak życie bohaterów przypomina szekspirowską opowieść idioty, pełną wściekłości i wrzasku, jak w książce Faulknera.

 

PS. Autorka pocięła swoją historię na kawałeczki i je pomieszała, każąc czytelnikowi samodzielnie rekonstruować całą historię. Po latach napisała przedmowę do książki, w której tłumaczyła, że nie była to dobra decyzja, bo powieść wprawdzie nie pozostawia czytelników obojętnymi, ale rzadko wzrusza. Mam wrażenie, że powieść wzrusza wystarczająco, a Morrison skrytykowała tendencję, która dziś jest wszechobecna, w moim odczuciu nawet nadużywana. To ciekawe, że pisarka, która jako jedna z pierwszych poszatkowała prostą historię (nie mówimy o awangardowych działaniach pisarzy rewolucjonizujących literaturę ani o formalnych eksperymentach Faulknera, ale o prostych historiach niepotrzebnie krojonych na kawałki), po czasie uznała ten zabieg za błąd, chociaż jej historia – powiedzmy sobie szczerze – wcale na tym nie ucierpiała. Polecałbym tę autorefleksję mniej wybitnym pisarzom, a zwłaszcza twórcom scenariuszy filmowych, bo w kinie ta maniera stała się ostatnio szczególnie nieznośna.

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

 

Pieśń Salomonowa - Toni Morrison

Trzecia powieść Toni Morrison z 1977 roku to książka, w której realizm łączy się z mitem, wnikliwa analiza czarnoskórych społeczności na północy i na południu USA przeplata się z aluzjami biblijnymi, a kluczem do historii rodu Macona Nieboszczyka jest piosenka-wyliczanka śpiewana przez czarnoskóre dzieci. Pieśń Salomonowa to książka niezwykła również z innego powodu – nie występuje w niej ani jeden biały bohater.

 

I mimo że w patriarchalnej murzyńskiej społeczności główną rolę odgrywają mężczyźni (na poły mityczny stary Salomon, Jake-Macon Nieboszczyk, jego syn Macon i wnuk, zwany Mleczarzem), jest to również poruszająca opowieść o losach kobiet. To one rodzą w bólach, bronią siebie i innych przed nieszczęściem, grzebią kości i opłakują zmarłych. A także śpiewają pieśni, w których żywa jest pamięć o przeszłości. Jak Piłat Nieboszczyk, siostra Macona (męskie imię było wybrane przez ojca na chybił-trafił z Biblii), która śpiewa starą wyliczankę o chłopcu spadającym z nieba na brzeg i czarnej pani wijącej się w bólach porodowych. Ale gdy jest taka potrzeba, Piłat potrafi też wbić nóż w serce mężczyźnie próbującym skrzywdzić jej dziecko.

 

 

http://www.literaturasautee.pl/piesn-salomonowa-toni-morrison/

Źródło materiału: http://www.literaturasautee.pl/piesn-salomonowa-toni-morrison
Superwriters
Superwriters

Może kawka z superpisarzem?

 

Źródło obrazka: https://www.behance.net/gallery/28730589/WritersSuperheroes

 

Literatura sautée

Niemieccy pisarze nie potrafią się śmiać

Wiolonczelistka - Michael Krüger

Współczesny postawangardowy kompozytor, zbijający niezłe kokosy na tworzeniu muzyki do seriali telewizyjnych, staje w obliczu niesłychanego dylematu – czy piękna młoda dziewczyna, która się wprasza do jego mieszkania, może być przypadkiem jego córką? Nie jest to całkiem nieprawdopodobne, gdyż kompozytora łączył niegdyś z jej matką, olśniewającą węgierską artystką, bardzo intensywny romans. Jak poradzić sobie z tak dwuznaczną sytuacją – zwłaszcza, że wszyscy wokół uważają dziewczynę za młodziutką kochankę muzyka? Co gorsza, Judith robi wszystko, by podsycać erotyczne napięcie. Pełna humoru pikanteria – tak głosi cytowana na okładce niemiecka gazeta „Passauer Neue Presse”. Czy można się jej oprzeć?

 

Niestety, Wiolonczelistka Michaela Krügera zapowiada się nieźle, ale rozczarowuje pod każdym względem. Zapowiadanej na okładce pikanterii jest tyle, co na lekarstwo (są ukłony dla autora Lolity w relacjach bohatera z matką i córką, ale to tylko cień narracji Nabokova). Natomiast fabuła co chwila grzęznie w intelektualnych dysputach na temat muzyki współczesnej, literatury i kultury. W związku z czym powieść staje się trochę nudnawym rozliczeniem ze spuścizną pokolenia ’68 (tego paryskiego ’68) i pełną humoru pikanterię trafia szlag.

 

Recenzja ukazała się na: Literatura sautée

Źródło materiału: http://www.literaturasautee.pl/wiolonczelistka-krueger

Stary album ze zdjęciami

Wyjechali - W.G. Sebald

Cztery opowiadania złożone z oszczędnych, po niemiecku drobiazgowych zdań, w których właściwych znaczeń opowiadanych historii trzeba się domyślać na podstawie dyskretnych aluzji. Warto jednak przyjrzeć im się z bliska, tak jak przedrukowanym w książce rysunkom i fotografiom, bo kryją w sobie opowieści o ludzkich losach, krzywdzie i zapomnieniu. A to może być najlepszą przestrogą przed obojętnością na zło.

Źródło: http://www.literaturasautee.pl/sebald-wyjechali/

 

Sfałszowane zdjęcie z w Würzburga - Sebald, Wyjechali

Sfałszowane zdjęcie z 1936 r. - palenie książek w Würzburgu (Sebald, Wyjechali)

Źródło materiału: http://www.literaturasautee.pl/sebald-wyjechali

Krwawa zmiana władzy

Juliusz Cezar - William Shakespeare

Juliusz Cezar jest tragedią odpowiadającą na doraźne potrzeby polityczne – Shakespeare jako wierny poddany królowej Elżbiety przestrzega przed możliwością rewolty, która była wtedy nadzwyczaj realna. Dziś tragedia może być odczytywana jako tekst potępiający spisek jako narzędzie do walki o władzę. Bo nawet w ujęciu poety nawet jednostki szlachetne, kierujące się w swoich działaniach miłością do ojczyzny (Brutus) muszą ponieść klęskę, jeżeli używają niegodnych metod walki o władzę.

 

http://www.literaturasautee.pl/shakespeare-juliusz-cezar/

Źródło materiału: http://www.literaturasautee.pl/shakespeare-juliusz-cezar

Prochaśko nadaje autobiografię z innej planety

z tego można zrobić kilka opowieści - Taras Prochaśko

Nie wiadomo, czy to nieuporządkowana autobiografia, czy mityczne opowieści spod znaku Brunona Schulza. I dlatego są takie fascynujące – nawet, gdy trudno nastawić swój odbiornik na częstotliwość, w której Prochaśko nadaje autorską audycję dla siebie i dla nikogo.

 

Cała recenzja: http://www.literaturasautee.pl/taras-prochasko-kilka-opowiesci/

Źródło materiału: http://www.literaturasautee.pl/taras-prochasko-kilka-opowiesci

Zbrodnia w Barcelonie, czyli "Jaśnie Pan"

Jaśnie pan - Jaume Cabré, Anna Pol

"Jaśnie Pan" to bardzo dobry kryminał, stylowy i napisany pięknym językiem. Sceneria osiemnastowiecznej Barcelony oraz wtrącone tu i ówdzie nawiązania do kultury preromantycznej sprawiają, czy powieść czyta się z ogromną przyjemnością. Z pewnością decyduje o tym ogromny talent Cabrégo – trochę na wyrost uznanego za twórcę arcydzieł, ale bez wątpienia autora wciągających i stylowo skomponowanych powieści, co "Jaśnie Pan" tylko jasno i zdecydowanie potwierdza.

 

 

Cała recenzja na: Literatura sautée

Odkopuję z przeszłości, bo właśnie skończyłem "Jaśnie Pana" i ciągle uważam, że Cabré to bardzo wysoki level popu dla dorosłych.

O złych faszystach, przekupnych księżach i dwulicowych nauczycielach – Jaume Cabré, „Głosy Pamano”.

Reblogowane od literatura sautée:

 

To naprawdę niezwykłe wydarzenie – zupełnie nieznanemu w Polsce pisarzowi katalońskiemu udaje się odnieść spektakularny sukces, powtórzony następnego roku za sprawą przekładu wcześniejszej książki autora. Pierwsza z nich jest trochę na wyrost okrzyczana arcydziełem, przy następnej głosy są już nieco bardziej wyważone, bo już wiadomo, że Cabré wcale taki arcydzielny nie jest, ale ciągle jest jasne, że książka trzyma poziom. Mało tego, jest od niedoszłego arcydzieła lepsza, bo mniej pretensjonalna.

 

I tu nasuwa się pytanie: czy naprawdę musimy na siłę doszukiwać się arcydzieł w bardzo dobrych, a nawet rewelacyjnych powieściach, których miejsce jest jednak bliżej ambitnego popu niż Borgesa? Czy musimy koniecznie czekać na Nobla dla Murakamiego, który tworzy rewelacyjną literaturę popularną, sprawdzającą się niemal w każdej sytuacji poza uroczystą ceremonią w Sztokholmie? Czy nie możemy wreszcie przyznać, że nam dobre czytadła są naprawdę bardzo potrzebne do ulepszania świata, leczenia chandry i odnajdywania równowagi, a na czytanie Bernharda i Jelinek po prostu nie zawsze mamy wystarczająco dużo sił ani ochoty? 

 

W takiej właśnie sytuacji stajemy, gdy trzeba zmierzyć się z Cabrém (autorem m.in. świetnego kryminału historycznego Jaśnie Pan). Przypuszczam, że podejrzenia o arcydzielność wywołuje specyficzny sposób konstrukcji książek, polegający na perfekcyjnym wymieszaniu wydarzeń z różnych miejsc i perspektyw czasowych. Mniej więcej to samo zauważyć można w licznych filmach opartych na technice kinowego kolażu, inspirowanych Amores Perros i 21 gramów. Tyle, że u Cabrégo zmiany czasu i miejsca akcji, podmiotu mówiącego i sensu wypowiedzi mają miejsce przeważnie w środku zdania. Wynikiem jest dezorientacja czytelnika na pierwszych 50 stronach i ogromna przyjemność tekstu na kolejnych sześciuset. Lubię to.

 

Stąd porównania Cabrégo do Llosy (np. w recenzji opublikowanej na Xięgarnia.pl), którym na pewno nie brakuje słuszności – rzeczywiście zdania w Głosach Pamano i w Rozmowie w „Katedrze” są podobnie skonstruowane. Ale składnia i kompozycja całości to jeszcze nie wszystko. Problem w tym, że dzieło Llosy było doskonałe w każdym, najdrobniejszym elemencie, nie tylko na płaszczyźnie kompozycji. Cabrému natomiast zdarzają się straszliwe płycizny.

 

Przykłady? Na jakiej podstawie Tina Bros (która strasznie cierpi, bo zdradza ją mąż, a syn chce zostać mnichem, chociaż wychowany został w duchu liberalnym) uważa, że jej los jest w jakikolwiek sposób podobny do historii nauczyciela, od którego odchodzi ciężarna żona, bo uważa go za faszystę, a całe miasteczko sądzi, że bohater jest odpowiedzialny za publiczną egzekucję dziecka? Czy to naprawdę nie jest zbyt grube uproszczenie? Moim zdaniem zestawienie historii tych dwojga nauczycieli, oddalonych od siebie o pół wieku, jest co najmniej banalne. Byłoby mniej banalne, gdyby Tina nie myślała tak często o tym, jak bardzo rozumie Oriola i współczuje mu, bo jest w podobnej sytuacji. A czy ktoś ją posądza o współudział w zbrodni?

 

Problemy zdarzają się także na poziomie stylu. Czasami rażą natrętne poetyzmy, czasami znowu pojawiają się jakieś wulgaryzmy (chyba miały dodawać pieprzu), które nie raziłyby wcale, gdyby nie te poetyzmy chwilę wcześniej. Mnie denerwowały w zamierzeniu wzniosłe, ale jednak zbanalizowane metafory, jak te o świetle odległych gwiazd albo o całowaniu jej pędzlem na obrazie. No dajcie spokój.

 

Tyle krytyki. Ale za to jakie rozległe zalety czytania Głosów Pamano! Wciągająca historia o falangistach zamieniających Katalonię w piekło, walkach faszystów z partyzantką (również nie przebierającą w środkach), mocno dwuznacznej roli kościoła katolickiego w tej historii, nauczycielu, który wbrew swojej woli staje się fałszywym świętym – prawda, że kusi? Od książki nie można się oderwać, a charakterystyczna dla Cabrégo składnia łącząca wydarzenia często odległe od siebie sprawia, że krytykowane wyżej banały jakoś można przełknąć. Do tego bohaterowie z krwi i kości, wątek miłosny jak się patrzy i romantyczna konwencja grobów jako świadków pamięci. Tego się nie da nie lubić.

 

Nie warto tylko na siłę okrzykiwać książki Cabrégo arcydziełem (podobnie, jak powieści np. Mendozy, Murakamiego, Sorokina). Bo dobry pop jest nam naprawdę bardzo potrzebny, o czym niedawno przekonywał w całej serii artykułów prof. Przemysław Czapliński. I chyba nietrudno przyznać, że lepiej się patrzy na Głosy Pamano w witrynach księgarni (wszystkich, od tych małych i klimatycznych po sieciówki) niż na wszystkie twarze Greya, kolejne permutacje kodów da Vinci i inne pamiętniki wampirów.

 

PS. Przy okazji wyrazy uznania dla Anny Sawickiej za świetne tłumaczenie (na pewno nie było łatwo) i dla Wydawnictwa Marginesy za ładnie wydaną książkę (wzorki z naprzemiennie ułożonych krzyży nagrobnych i symboli falangistowskich na obwolucie niejednokrotnie wywołują na grzbiecie czytelnika zimny dreszcz) oraz genialną promocję. Książka naprawdę była wszędzie, ale chyba nikogo swoją obecnością nie zamęczyła. 

 

 

 

www.facebook.com/literaturasaute

Kuchenne rewolucje, czyli „Czasy secondhand” Swietłany Aleksijewicz

Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka - Swietłana Aleksijewicz, Jerzy Czech

W Rosji oraz państwach powstałych na ruinie byłych republik radzieckich wszystkie rewolucje zaczynały się (i kończyły?) w kuchni. Co najbardziej rozczarowuje ludzi radzieckich w wolności? Skąd bierze się tak ogromne poparcie dla Putina, Łukaszenki i innych przywódców odwołujących się wprost do tradycji imperialnej i retoryki zimnej wojny? 

 

Swietłana Aleksijewicz opowaida o tym w reportażach zebranych w tomie Czasy secondhand. Sprawdźcie sami.

 

Recenzja Czasów secondhand

Nusia i dzieci

Nusia i baranie łby - Pija Lindenbaum

W święta pobuszowaliśmy po strychu i znaleźliśmy kilka skarbów. A wśród nich Nusię - dziewczynkę, której nie da się nie polubić. Znacie Nusię?

 

Nusia i dzieci

Rzeź i melancholia

Konformista - Alberto Moravia

O tym, co było normalne, a co nienormalne we Włoszech za Mussoliniego.

 

http://www.literaturasautee.pl/alberto-moravia-konformista/